To...
To taki obraz z dzieciństwa, kiedy jako sztubak przemierzałem drogę z rodzinnej miejscowości do drapieżnego miasta - szkoła = buda - ponad 1200 uczniów, a tam każdy na pozór anonimowy, nieznany, opasany mundurkiem z tarczą... Tam się wiązały pierwsze przyjaźnie, tam były bójki na korytarzach i skwerach, sportowe szaranki, a to w gałę, a to w kosza, czy biegi szalone, ogniska klasowe i rowerowe wycieczki... Tam serce pierwszy raz mocniej zabiło, a i często zranione zalewało się krwią... Powroty "na stopa", czy komunikacją miejską na gapę... Glinianki latem, kąpiel w nich zakazana, wagary, miłości skryte i westchnienia...
Młodość - dzika, naiwna, łatwowierna...
Taką drogą wracałem do domu... Sam, otulony jej spokojem, przewidywalnością, każdy kamień, każda gałąź, każdy szelest wiatru znany... Bezpieczny...
Jak na kolanach u mamy...
Oazy spokoju, miłości i bezpieczeństwa... zwykłej, naturalnej, acz niezastąpionej
oazy przedwcześnie zabranej, której teraz nie mam...
Patrząc na ten obraz - wracam tam.... cały.. wdycham ten spokój, wypełniam się nim po brzegi, napawam...
mimo rosy na twarzy...
śmieję się
cieszę się
zwyczajnie, albo może znowu jak dziecko, szczerze i prosto, całym sercem...
To taki obraz z dzieciństwa, kiedy jako sztubak przemierzałem drogę z rodzinnej miejscowości do drapieżnego miasta - szkoła = buda - ponad 1200 uczniów, a tam każdy na pozór anonimowy, nieznany, opasany mundurkiem z tarczą... Tam się wiązały pierwsze przyjaźnie, tam były bójki na korytarzach i skwerach, sportowe szaranki, a to w gałę, a to w kosza, czy biegi szalone, ogniska klasowe i rowerowe wycieczki... Tam serce pierwszy raz mocniej zabiło, a i często zranione zalewało się krwią... Powroty "na stopa", czy komunikacją miejską na gapę... Glinianki latem, kąpiel w nich zakazana, wagary, miłości skryte i westchnienia...
Młodość - dzika, naiwna, łatwowierna...
Taką drogą wracałem do domu... Sam, otulony jej spokojem, przewidywalnością, każdy kamień, każda gałąź, każdy szelest wiatru znany... Bezpieczny...
Jak na kolanach u mamy...
Oazy spokoju, miłości i bezpieczeństwa... zwykłej, naturalnej, acz niezastąpionej
oazy przedwcześnie zabranej, której teraz nie mam...
Patrząc na ten obraz - wracam tam.... cały.. wdycham ten spokój, wypełniam się nim po brzegi, napawam...
mimo rosy na twarzy...
śmieję się
cieszę się
zwyczajnie, albo może znowu jak dziecko, szczerze i prosto, całym sercem...
jeśli tego nie znasz, nie czujesz...
mogę pozazdrościć
...bo to obraz co cieszy
ale bardzo też boli...