Czyli:
Czemu fotograf bierze sprzęt, ma ekierki w głowie, cały przybornik wiedzy o doskonałych kadrach, robi świetne zdjęcie, wiesza na ścianie i... I ciągle to nie jest Ansel Adams? [wybrany dla przykładu - więc proszę się go nie czepiać]
Chciałbym poczytać coś niebanalnego na ten temat - dla odmiany.
Zapraszam
Teraz oceniam porę dnia. Tylko wschód w tym wypadku żeby podkreślić linię drzew ciepłym światłem. To światło kontrowe zza drzew psuje wszystko a przede wszystkim rozpiętość tonalna sceny jest tak ogromna, że coś musi być czarnego. Nawet Hdr nie pomoże, bo będą przejścia tonalne a odcinanie nieba ręcznie w płaszczyźnie drzew byłoby pracą syzyfową. Więc też ciemnia.
Wiatr. Idealnie byłoby mieć bezwietrzne lustro wody w odbiciach z przesuwającymi się chmurami, im wyżej tym tarcie ziemi niższe więc większa siła wiatru (wiatr geostroficzny), więc jest to możliwe. Po co? A po to, że wybierając lepszą miejscówkę, zabieram filtry pełne i połówkowe ND i kombinuję sobie z czasem naświetlania. Mogę osobno naświetlać powierzchnię wody i przepalać niebo a później robić to na odwrót, żeby wyeksponować chmury i połączyć prostym sposobem w PS mając do dyspozycji różne ekspozycje.
Reasumując jest to pewna świadomość fotograficzna, bo umiejętność oceny efektu końcowego może zapobiec ogólnemu zawiedzeniu. Nie mając do dyspozycji miejscówki, światła - odpowiedniej pory dnia i warunków atmosferycznych, nic nie zdziałamy. Będąc w kwietniu w Norwegii przez tydzień objechałem pierwszego dnia dostępne dla mnie tereny i już wiedziałem, że mogę spać spokojnie. Pomimo tego, że fiordy sobie harcowały tu i tam to jednak dla mnie to było nieprzekonywujące więc nie zrobiłem ani jednego zdjęcia.